środa, 4 marca 2015

Rozdział 5

Przykra historia...


Na drugi dzień Lodowica wyszła ze szpitala i od razu zadzwoniła do Marry aby spotkały się w parku, ponieważ to było jedyne miejsce o którym Marry wiedziała gdzie się znajduje. O godzinie 15:00 przyjaciółki spotkały się w parku. Wiec gdzie idziemy? -spytała Lodowica -masz jakieś pieniądze ? Tak-odpowiedziała Marry. Okay-to pójdziemy na zakupy. Droga z parku do centrum handlowego była długa i trwała godzinę. Wreszcie dziewczynki doszły do sklepu. O nie, ale... nie obraź się ale muszę iść do kościoła, jest przecież dzisiaj święto-powiedziała Marry. Ty chodzisz do kościoła?!-zaśmiała się Lodowica. Tak, a ty... nie ? -powiedziała ze zdziwieniem Marry. Nie! Bóg już umarł Bóg już nie istnieje!- protestowała Lodowica. Dlaczego tak mówisz to nie prawda - zdziwiła się Marry. Bo jestem ateistką - wykrzyczała Lodowica. Ale dlaczego w niego nie wierzysz?- spytała Marry. Lodowica odpowiedziała - wyobraź sobie 12 letnią dziewczynkę która patrzy jak jej matka umiera na raka, która oddałaby wszystko żeby Bóg podarował jej mamie życia, dałaby wszystko, modli się na cały głos i wtedy jej mama mówi do niej ostatnie słowa "Bóg jest dobry" Dobry ? Bóg jest dobry ? Gdyby był dobry nie dopuszczałby do tego-mówiła. Ale Bóg czasami też mówi "nie", on wie lepiej wie wszystko... – zaczęła Marry. Nic nie wie -przerwała Lodowica - nie wie nic, gdyby chciał mojego szczęścia, nie dopuściłby do tego. Bóg już umarł, Bóg nie żyje! Mówisz tak, że Bóg istnieje dlatego, że nie wiesz jak to jest stracić osobę na której Ci zależy. Nasza rozmowa nie ma sensu muszę już iść - powiedziała Lodowica i wyszła z centrum. Następnego dnia Marry miała dość sprzeczek z przyjaciółką i poszła ją przeprosić, a ponieważ znała miejsce zamieszkania Lodowicy poszła do niej. Drzwi otworzył tata Lodowicy. Dzień dobry, jest Lodowica? -spytała Marry. Nie-odpowiedział tata - ma teraz zabieg. Jaki zabieg -spytała dziewczynka? Lodowica Ci nic nie opowiadała? -zdziwił się ojciec - Lodowica to dobra i uczynna dziewczynka, lecz ma chorobę przewlekłą po matce. Jej matka miała raka i niestety Lodowica też ma. Dzisiaj zabrało ją pogotowie, od rana jestem na tabletkach na depresję. Lekarze mówią... mówią że... ona za niedługo już będzie w innym świecie, że już nie będzie oddychać tym powietrzem. Cały czas modlę się o to aby wyzdrowiała. Od zawsze chciała zostać piosenkarką i w życiu przeszła tyle trudnych rzeczy a ja... ja czuję się taki bezsilny, nie mogę jej pomóc. Ona nie wierzy w Boga od czasu kiedy jej matki nie ma tu z nami, nie mam z nią kontaktu, gdy przychodzi ze szkoły zamyka się w sobie i widzę ją dopiero rano, w nocy chodzi po jedzenie. Kiedy ją zobaczę serce mi się kroi bo chcę jej pomóc ale nie mogę. Tata Lodowicy opowiadał o swoich przeżyciach, gdy nagle zadzwonił dzwonek telefonu. Był to lekarz ze szpitala... Tak-odebrał tata Lodowicy. Nagle z jego oczu popłynęły łzy. Niee, nie, dlaczego?! To wszystko przez tą chatę ! Ojciec Lodowicy uderzył telefon o ścianę, w powietrzu zawirowały części telefonu a ojciec zaczął płakać. Marry była wystraszona i pobiegła w stronę domu. To miasto naprawdę jest straszne ! krzyczała.

piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział 4

 Nic się nie stało...


W momencie kiedy Marry próbowała dowiedzieć się więcej o starej chacie, Lodowicę uderzył samochód. Marry wystraszyła się i zadzwoniła po pogotowie.
Marry krzyknęła – Halo, czy ktoś mnie słyszy?! Tak – odezwał się głos. Mam na imię Marry Moją koleżankę potrąciło auto, jesteśmy w Wieliczce naaa naa....
Marry zobaczyła tabliczkę z ulicą na której się znajdują. Marry - Ulica Długa! Przyjedźcie jak najszybciej !!! Pogotowie przyjechało po 10 minutach i zabrało Lodowice na izbę przyjęć. Marry pobiegła do domu. Musimy jechać do szpitala ! Tato szybko musimy jechać - krzyczała Marry. Co się stało córeczko? Uspokój się - powiedział tata. Lodowice... tą koleżankę z którą poszłam na miasto potrąciło auto, musimy jechać. Noo dobrze ubieraj się szybko ! - odpowiedział tata.
Gdy byli już pod szpitalem, Marry wybiegła z auta do szpitala szukać swojej koleżanki.
Ujrzała ją leżącą z zamkniętymi oczami na jednym z łóżek szpitalnych. Lodowica! - wykrzyczała Marry, lecz nie otrzymała odpowiedzi, ponieważ ta była nieprzytomna. Lodowica... - powiedziała ze smutkiem i ze łzą w oku Marry. Co z nią będzie? - spytała się jednej z pielęgniarek. Nagle Marry usłyszała głos - nic mi nie będzie... Odwróciła się i zobaczyła Lodowice z lekko otworzonymi oczami, z sinymi ustami i poobijaną skórą. Lodowica ty żyjesz! - wykrzyczała Marry. Hihihi czemu miałabym nie żyć? Nie pierwszy, nie ostatni raz - powiedziała z uśmiechem na twarzy Lodowica.
Marry zniżył się ton i zaczęła mówić dalej. Lodowica... A czemu tak się wystraszyłaś kiedy powiedziałam Ci o tym domu? Marry, nie wystraszyłam się tylko po prostu... Co po prostu- spytała Marry.
Po prostu, nie mogę Ci o tym powiedzieć, za mało Cię znam. Czy ty byś mi powiedziała o swojej największej tajemnicy, mi... osobie którą znasz dwa dni ? ... nie sądzę, proszę nie wypytuj się już o tą chatę - tłumaczyła Lodowica. No dobrze przepraszam, to moja wina. Cały czas tylko myślę o tej chacie. Zdziwiło mnie to, że ta dziewczynka którą spotkałam mówiła, że ona jest nawiedzona... Marry - przerwała jej Lodowica - mieliśmy o niej nie mówić. No przepraszam. Dobra muszę lecieć, jutro do ciebie przyjadę. To pa - powiedziała Marry wychodząc ze szpitala.






poniedziałek, 1 grudnia 2014

Rozdział 3

Nowa koleżanka.

Następnego dnia w szkole, gdy wszyscy weszli do klasy pani opowiedziała uczniom o nowej uczennicy Marry. Dziewczynka cały czas myślała co porabiają koledzy z jej poprzedniej szkoły. Marry usłyszała głos mówiący z tyłu ławki- Hej jestem Lodowica. Nastolatka odwróciła się i ujrzała dziewczynkę o brązowych włosach, dużych zielonych oczach i małych ustach. Hej jestem Lodowica,a ty jak masz na imię. Marry- powiedziała cicho lecz stanowczo. Może wyjdziemy gdzieś po szkole - spytała Lodowica. Jasne - odpowiedziała jej Marry - gdzie i o której godzinie, albo w sumie o której bo jestem nowa i nie wiem gdzie co jest. Dobra przyjdę po Ciebie o 17:00 okay?
-spytała Lodowica. W tedy zadzwonił szkolny dzwonek. Po szkole Marry szykowała się na wyjście z koleżanką jeszcze nie wiedziała gdzie pójdą ale miała nadzieje, że będą się dobrze bawić.
Nagle zadzwonił dzwonek do drwi. Ja otworze !- krzyknęła Marry - Mamo wrócę o 20:00!!!
Gdzie idziesz!!-spytała mama ale nie otrzymała odpowiedzi gdyż Marry już wyszła. To gdzie idziemy? - spytała Marry.  Może do parku, opowiem Ci po drodze o Wieliczce i o tym osiedlu.
Dziewczyny udały się w stronę parku, Lodowica opowiedziała Marry o tym mieście .
A czy to osiedle jest nawiedzone - spytała Marry. Co !!! Kto Ci takich głupstw naopowiadał ? - spytała z przerażeniem Lodowica. Marry oznajmiła jej o wczorajszej "przygodzie"
Wczoraj spotkałam dziewczynkę, która ma 11 lat i na imię miała Nina. Była wystraszona. Zaczęła mi opowiadać o tym mieście, siedzieliśmy w starej chacie była z drewna w środku było dużo pajęczyn, na ścianach wisiały obrazy... Lodowica przerwała jej opowiadanie - Marry, wiem co to jest za chata i nie musisz mi o niej opowiadać, proszę Cie trzymaj się od tej chaty z daleka!
Ale dlaczego powiedz mi o niej! Lodowica UWAŻAJ!! - krzyknęła Marry


czwartek, 9 października 2014

Rozdział 2

Dziwny dom, Dziwne osiedle...

Dom był zrobiony z desek, miał szary kolor wszystko było takie ponure. Marry weszła do chaty. Drzwi zaszumiały o zabrzmiało echo, z góry było słychać dziwny szum. Dziewczynka z tego, że jest ciekawska weszła do góry po drabinie. Tam zauważyła siedzącą w kącie nowo zapoznaną dziewczynkę o imieniu Nina. A ja jestem Marry. Powiedziała. Gdzie są twoi rodzice ? -spytała.
 Mam tylko tatę - wyjąkała Nina. Jutro wyjeżdżamy do Anglii a nie chce jechać
Marry- Znam twój ból... Ja jestem tu nowa przyjechałam dzisiaj. Ile masz lat? Ja mam 14 a ty?
Ja mam 11 - Mała dziewczynka powiedziała nie pewnie. iii uważaj krążą plotki, że, to osiedle jest...nawiedzone. Dlatego się wyprowadzam.
Jak to nawiedzone? Nie rozumiem. - wystraszyła się Marry. To osiedle ogólnie jest strasznie dziwne, chodzą tu pijaki, są dzieci które mieszkają same na dworze, ja tutaj wszystkiego się boje. Dlatego też wystraszyłam się Ciebie. A i jeszcze mówią, że  jest tu jakaś rodzina wilkołaków co pełnie, miasto jest przepełnione wykami wilkołaków... HAHAH ale to tylko plotka przecież każdy wie że, nie istnieją potwory. No właśnie - Powiedziała z wystraszeniem Marry- ale one nie muszą być potworami. Powiedzmy żeby na przykład istniały może one wcale nie chcą złego i nie są potworami.
Nie wiem ale to nie prawdopodobne. Musze już iść to pa !
Nina wybiegła ze starego domu. Marry wyszła z chaty z lekkim strachem ale nie pokazywała tego za szczególnie. Po drodze spotkała dużo dzieci, pijanych ludzie i ludzi przebranych w dziwne postacie.
To miasto naprawdę jest dziwne...

wtorek, 7 października 2014

Rozdział 1

Nowa Szkoła

Marry zaczęła krzyczeć - nie ja nie chce się przeprowadzać, nie chce iść do nowej szkoły w tej szkole mam przyjaciół. Przecież będziesz mogła się z nimi spotykać - Oznajmiła jej mama.
Tak ciekawe kiedy - Wybiegła z krzykiem Dziewczynka.
Co się z nią dzieje - zapytał ojciec, przecież w nowej szkole też znajdzie sobie przyjaciół. Może spróbuje ją jakoś przekonać, przecież nie może być aż tak źle...
Marry usłyszała pukanie do drzwi. Idź stąd. Marry posłuchaj mnie musimy wyjechać twoi koledzy dowiedzieli się o naszej tajemnicy, jak wygadają, komuś powiedzą. Na pewno będą chcieli robić jakieś badania. Zrozum nas ja z mamą chcemy twojego dobra. Spakuj się jutro wyjeżdżamy.
Marry wzięła sobie słowa ojca do serca, lecz w głębi duszy pragnęła czegoś innego. Próbowała cieszyć się dniem nie patrząc na to, że jutro z rana mają wyjechać do innego Miasta .
Następnego dnia rano, Mama poszła do pokoju dziewczynki oznajmiła jej aby schodziła na dół, ponieważ wyjeżdżają. Dziewczynka ostatni raz spojrzała na swój zielony pokój o ozdobionymi na ścianie zdjęciami przyjaciół. Idzieeesz ? - spytała mama
Tak mamo idę .... - powiedziała ze smutkiem dziewczynka
Podróż była długa, po pięciu godzinach dojechali do Wieliczki gdzie mieli mieszkać.
Całkiem fajne miejsce prawda ? - spytała pani Tina
Tak- wyjąkała ze smutkiem Marry 
Nastolatka cały czas była w swoim pokoju pod wieczór mama zawołała ją na kolacje
ale dziewczynka nie chciała jeść, spytała się mamy czy może iść pobiegać?
Tak kochanie ale, nie dalej niż jeden kilometr.
Marry wybiegła z domu. Przez dwa kilometry skakała po drzewach trafiła do dziwnej dzielnicy i zauważyła małą dziewczynkę siedzącą pod płotem dziewczynka miała blond włosy duże zielone oczy i była dużo młodsza od niej. Zatem Marry Zeszła z drzewa i podeszłą do niej.
Hej, jak masz na imię? Słyszysz ? Jak masz na imię?
Nina - powiedziała - i nie chce z tobą gadać! - wykrzyknęła i pobiegła w stronę starego domu.