Przykra historia...
Na drugi dzień Lodowica wyszła ze szpitala i od razu zadzwoniła do Marry aby spotkały się w parku, ponieważ to było jedyne miejsce o którym Marry wiedziała gdzie się znajduje. O godzinie 15:00 przyjaciółki spotkały się w parku. Wiec gdzie idziemy? -spytała Lodowica -masz jakieś pieniądze ? Tak-odpowiedziała Marry. Okay-to pójdziemy na zakupy. Droga z parku do centrum handlowego była długa i trwała godzinę. Wreszcie dziewczynki doszły do sklepu. O nie, ale... nie obraź się ale muszę iść do kościoła, jest przecież dzisiaj święto-powiedziała Marry. Ty chodzisz do kościoła?!-zaśmiała się Lodowica. Tak, a ty... nie ? -powiedziała ze zdziwieniem Marry. Nie! Bóg już umarł Bóg już nie istnieje!- protestowała Lodowica. Dlaczego tak mówisz to nie prawda - zdziwiła się Marry. Bo jestem ateistką - wykrzyczała Lodowica. Ale dlaczego w niego nie wierzysz?- spytała Marry. Lodowica odpowiedziała - wyobraź sobie 12 letnią dziewczynkę która patrzy jak jej matka umiera na raka, która oddałaby wszystko żeby Bóg podarował jej mamie życia, dałaby wszystko, modli się na cały głos i wtedy jej mama mówi do niej ostatnie słowa "Bóg jest dobry" Dobry ? Bóg jest dobry ? Gdyby był dobry nie dopuszczałby do tego-mówiła. Ale Bóg czasami też mówi "nie", on wie lepiej wie wszystko... – zaczęła Marry. Nic nie wie -przerwała Lodowica - nie wie nic, gdyby chciał mojego szczęścia, nie dopuściłby do tego. Bóg już umarł, Bóg nie żyje! Mówisz tak, że Bóg istnieje dlatego, że nie wiesz jak to jest stracić osobę na której Ci zależy. Nasza rozmowa nie ma sensu muszę już iść - powiedziała Lodowica i wyszła z centrum. Następnego dnia Marry miała dość sprzeczek z przyjaciółką i poszła ją przeprosić, a ponieważ znała miejsce zamieszkania Lodowicy poszła do niej. Drzwi otworzył tata Lodowicy. Dzień dobry, jest Lodowica? -spytała Marry. Nie-odpowiedział tata - ma teraz zabieg. Jaki zabieg -spytała dziewczynka? Lodowica Ci nic nie opowiadała? -zdziwił się ojciec - Lodowica to dobra i uczynna dziewczynka, lecz ma chorobę przewlekłą po matce. Jej matka miała raka i niestety Lodowica też ma. Dzisiaj zabrało ją pogotowie, od rana jestem na tabletkach na depresję. Lekarze mówią... mówią że... ona za niedługo już będzie w innym świecie, że już nie będzie oddychać tym powietrzem. Cały czas modlę się o to aby wyzdrowiała. Od zawsze chciała zostać piosenkarką i w życiu przeszła tyle trudnych rzeczy a ja... ja czuję się taki bezsilny, nie mogę jej pomóc. Ona nie wierzy w Boga od czasu kiedy jej matki nie ma tu z nami, nie mam z nią kontaktu, gdy przychodzi ze szkoły zamyka się w sobie i widzę ją dopiero rano, w nocy chodzi po jedzenie. Kiedy ją zobaczę serce mi się kroi bo chcę jej pomóc ale nie mogę. Tata Lodowicy opowiadał o swoich przeżyciach, gdy nagle zadzwonił dzwonek telefonu. Był to lekarz ze szpitala... Tak-odebrał tata Lodowicy. Nagle z jego oczu popłynęły łzy. Niee, nie, dlaczego?! To wszystko przez tą chatę ! Ojciec Lodowicy uderzył telefon o ścianę, w powietrzu zawirowały części telefonu a ojciec zaczął płakać. Marry była wystraszona i pobiegła w stronę domu. To miasto naprawdę jest straszne ! krzyczała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz