Nic się nie stało...
W momencie kiedy Marry
próbowała dowiedzieć się więcej o starej chacie, Lodowicę
uderzył samochód. Marry wystraszyła się i zadzwoniła po
pogotowie.
Marry krzyknęła – Halo, czy ktoś mnie słyszy?! Tak – odezwał się głos. Mam na imię Marry Moją koleżankę potrąciło auto, jesteśmy w Wieliczce naaa naa....
Marry zobaczyła tabliczkę z ulicą na której się znajdują. Marry - Ulica Długa! Przyjedźcie jak najszybciej !!! Pogotowie przyjechało po 10 minutach i zabrało Lodowice na izbę przyjęć. Marry pobiegła do domu. Musimy jechać do szpitala ! Tato szybko musimy jechać - krzyczała Marry. Co się stało córeczko? Uspokój się - powiedział tata. Lodowice... tą koleżankę z którą poszłam na miasto potrąciło auto, musimy jechać. Noo dobrze ubieraj się szybko ! - odpowiedział tata.
Gdy byli już pod szpitalem, Marry wybiegła z auta do szpitala szukać swojej koleżanki.
Ujrzała ją leżącą z zamkniętymi oczami na jednym z łóżek szpitalnych. Lodowica! - wykrzyczała Marry, lecz nie otrzymała odpowiedzi, ponieważ ta była nieprzytomna. Lodowica... - powiedziała ze smutkiem i ze łzą w oku Marry. Co z nią będzie? - spytała się jednej z pielęgniarek. Nagle Marry usłyszała głos - nic mi nie będzie... Odwróciła się i zobaczyła Lodowice z lekko otworzonymi oczami, z sinymi ustami i poobijaną skórą. Lodowica ty żyjesz! - wykrzyczała Marry. Hihihi czemu miałabym nie żyć? Nie pierwszy, nie ostatni raz - powiedziała z uśmiechem na twarzy Lodowica.
Marry zniżył się ton i zaczęła mówić dalej. Lodowica... A czemu tak się wystraszyłaś kiedy powiedziałam Ci o tym domu? Marry, nie wystraszyłam się tylko po prostu... Co po prostu- spytała Marry.
Po prostu, nie mogę Ci o tym powiedzieć, za mało Cię znam. Czy ty byś mi powiedziała o swojej największej tajemnicy, mi... osobie którą znasz dwa dni ? ... nie sądzę, proszę nie wypytuj się już o tą chatę - tłumaczyła Lodowica. No dobrze przepraszam, to moja wina. Cały czas tylko myślę o tej chacie. Zdziwiło mnie to, że ta dziewczynka którą spotkałam mówiła, że ona jest nawiedzona... Marry - przerwała jej Lodowica - mieliśmy o niej nie mówić. No przepraszam. Dobra muszę lecieć, jutro do ciebie przyjadę. To pa - powiedziała Marry wychodząc ze szpitala.
Marry krzyknęła – Halo, czy ktoś mnie słyszy?! Tak – odezwał się głos. Mam na imię Marry Moją koleżankę potrąciło auto, jesteśmy w Wieliczce naaa naa....
Marry zobaczyła tabliczkę z ulicą na której się znajdują. Marry - Ulica Długa! Przyjedźcie jak najszybciej !!! Pogotowie przyjechało po 10 minutach i zabrało Lodowice na izbę przyjęć. Marry pobiegła do domu. Musimy jechać do szpitala ! Tato szybko musimy jechać - krzyczała Marry. Co się stało córeczko? Uspokój się - powiedział tata. Lodowice... tą koleżankę z którą poszłam na miasto potrąciło auto, musimy jechać. Noo dobrze ubieraj się szybko ! - odpowiedział tata.
Gdy byli już pod szpitalem, Marry wybiegła z auta do szpitala szukać swojej koleżanki.
Ujrzała ją leżącą z zamkniętymi oczami na jednym z łóżek szpitalnych. Lodowica! - wykrzyczała Marry, lecz nie otrzymała odpowiedzi, ponieważ ta była nieprzytomna. Lodowica... - powiedziała ze smutkiem i ze łzą w oku Marry. Co z nią będzie? - spytała się jednej z pielęgniarek. Nagle Marry usłyszała głos - nic mi nie będzie... Odwróciła się i zobaczyła Lodowice z lekko otworzonymi oczami, z sinymi ustami i poobijaną skórą. Lodowica ty żyjesz! - wykrzyczała Marry. Hihihi czemu miałabym nie żyć? Nie pierwszy, nie ostatni raz - powiedziała z uśmiechem na twarzy Lodowica.
Marry zniżył się ton i zaczęła mówić dalej. Lodowica... A czemu tak się wystraszyłaś kiedy powiedziałam Ci o tym domu? Marry, nie wystraszyłam się tylko po prostu... Co po prostu- spytała Marry.
Po prostu, nie mogę Ci o tym powiedzieć, za mało Cię znam. Czy ty byś mi powiedziała o swojej największej tajemnicy, mi... osobie którą znasz dwa dni ? ... nie sądzę, proszę nie wypytuj się już o tą chatę - tłumaczyła Lodowica. No dobrze przepraszam, to moja wina. Cały czas tylko myślę o tej chacie. Zdziwiło mnie to, że ta dziewczynka którą spotkałam mówiła, że ona jest nawiedzona... Marry - przerwała jej Lodowica - mieliśmy o niej nie mówić. No przepraszam. Dobra muszę lecieć, jutro do ciebie przyjadę. To pa - powiedziała Marry wychodząc ze szpitala.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz